close
Kuchnia

Mania zbierania – samorobne herbatki ziołowe [cz. 1]

Kiedy za oknem robi się coraz ciemniej, a temperatura spada, lubimy posiedzieć na kanapie z kubkiem gorącej herbaty. Jednak nie zawsze musi to być tradycyjna czarna. Równie chętnie sięgamy po herbaty ziołowe. Najlepiej z ziół, które sami zebraliśmy. 

Mania zbierania

Przyznaję, osobą zwariowaną na punkcie zbieractwa jestem ja. Uwielbiam wszystko, co można zbierać. Jagody, grzyby, borówki, kwiaty, zioła – nie ma różnicy. Darek nie do końca podziela tę pasję, ale dzielnie mi towarzyszy:)

A ile się przy tym nagada!

Wiosna i lato to najlepszy czas, żeby przygotować sobie zapas ziół i kwiatów na jesienne herbaty. Rumianek, lipa czy mięta są na tyle powszechne, że nawet osoby mieszkające w mieście mogą je bez trudu znaleźć.

Podobnie jak robienie własnego masła, zbieranie ziół wydaje się dziś stratą czasu. Dowolny gotowy susz możemy przecież bez problemu kupić w każdym sklepie czy aptece. Samorobne herbaty mają jednak dwie niepodważalne zalety. Po pierwsze, mamy je za darmo 🙂 Po drugie, na pewno będą lepszej jakości.

dsc_0875_wynik
Mięta.

Aby się o tym przekonać, wystarczy rozciąć torebkę herbaty miętowej instant. Różnica między szarym proszkiem a suszonymi liśćmi mięty jest widoczna od razu. Mielenie powoduje utratę cennych substancji, poza tym liście tracą kolor, a z nim – właściwości.

Poza tym warto spojrzeć termin ważności. Herbata instant jest ważna do 2018 roku. Tymczasem mięta (podobnie jak np. melisa) dość szybko traci wartościowe substancje. Najlepiej zużyć ją maksymalnie w ciągu dwunastu miesięcy od zbioru.

dsc_0902_wynik

Poczuj miętę

Mięta jest świetna dla początkujących zbieraczy. Można ją uprawiać we własnym ogródku lub na balkonie. Nie jest bardzo wymagająca, w zasadzie należy pamiętać tylko o podlewaniu. Żadne wyzwanie, nawet dla mojego męża 😉

A nie, jednak…

Miętę obrywamy, gdy jest już dość wysoka, ale nie ma jeszcze fioletowych kwiatów. Roślina wzrasta od czerwca do października, a w miejscu uciętych łodyżek wyrastają nowe. Co kilka tygodni możemy więc powtarzać zbiory.

Z łodyżek obrywamy listki i rozkładamy je jedną warstwą na papierze lub gazecie. Mięta nie nadaje się do suszenia w pęczkach. Związane łodygi wiszące gdzieś w kuchni wyglądają malowniczo, ale jest to najprostszy sposób, by nasza mięta zapleśniała.

dsc_0879_wynik

Miętę suszymy na trzy sposoby. Pierwszy, który najbardziej lubię, to suszenie w ciepłym, ale nie nasłonecznionym miejscu. Południowy parapet odpada:) Najlepiej suszyć na strychu lub w ciepłym pokoju. Drugi, szybszy sposób, to suszenie mięty w piekarniku. Należy nastawić temperaturę na 30 stopni i zostawić uchylone drzwiczki. Piękny zapach gwarantowany! Po trzecie możemy wykorzystać standardową suszarkę do grzybów i ziół.

Wysuszone listki przechowujemy w szczelnych pojemnikach. Świetnie nadają się do tego słoje z zamknięciem, w których przy okazji możemy wyeksponować nasze zbiory.

dsc_0896_wynik

Do sporządzenia naparu wystarczy 4-5 liści (w sezonie można wykorzystać świeże). Miętę należy zalać wrzątkiem, a kubek przykryć na kilka minut spodeczkiem. Pyszna herbata gotowa!

dsc_0910_wynik

Zupa miętowa

U nas miętę wykorzystuje się przede wszystkim do robienia herbaty – czy to dla smaku, czy leczniczo. W wielu krajach używa jej się do aromatyzowania potraw, głównie mięs.

W kulturze ludowej z mięty robiono ciekawą zupę – tzw. ukrop. Przepis był niezwykle prosty – wodę z miętą okraszano skwarkami i podawano. Kto chętny, by spróbować?:)

Tags : diydomfolklorwkuchniherbatajedzeniekuchniamiętaslowlifezdrowoismacznieziołazróbtosam

2 komentarze

Napisz coś od siebie :)